
RĘCE ROBIĄ Zapis przemysłów domowych
Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci
Wywiad z Ewą Molik z inicjatywy Bombardowanie włóczką
Małgorzata Jaszczołt. Skąd pomysł na inicjatywę – projekt bez daty finalnej „Bombardowanie włóczką” ?
E.M. Ten pomysł wynika z mojego zainteresowania sztuką ulicy, street art'em, muralami, graffiti, Miałam taką ideę, żeby to przenieść na grunt lubelski. Nie „wymyśliłam prochu”. Ta szydełkowa sztuka ulicy pojawiła się po raz pierwszy w Waszyngtonie i od tego czasu gości w przestrzeni wielu miast. Jednym z bardziej powszechnych działań jest oplatanie drzew lub słupków. Mnie też chodziło o wejście w przestrzeń miejską
w sposób dziergany.
M.J. A jak się zaczęło w Lublinie ?
E.M. Pani Anna Nawrot z Galerii Białej w Lublinie podchwyciła wtedy ten mój pomysł, żeby „rozpuścić” informację o pomyślę, na „szydełkowe ubieranie miasta” i tak na początek to było tak” „ubierzmy drzewa”
– my też, podobnie jak inne szydełkowe ingerencje w miastach
na świecie, wyszłyśmy od drzew. Tylko w Polsce jest problem
z dendrologami. Ale nawet nawet jak miałyśmy pozwolenia konserwatora zieleni, to i tak było to kontrowersyjne. Najpierw
pilotowała to Pani Ania.
M.J. Czy w tym pomyśle chodziło o to, żeby stworzyć miejsce dla kobiet ?
E.M. W tym działaniu nie chodziło o kobiety. To jest grupa otwarta. Każdy może się do niej zgłosić. Kiedyś pojawił się jeden mężczyzna,
ale te kobiety go pokonały, właściwie 10 kobiet.
M.J. Czyli jednak kobiety…
E.M. Na początku nie myślałam, żeby budować jakąś wspólnotę, tylko robić instalacje. Wspólnota pojawiła się później.
M.J. Jak długo działacie ?
E.M. Działamy od 6 lat przy Centrum Kultury w Lublinie.
M.J. Jaki jest skład osobowy grupy ?
E.M. Teraz w większości panie to emerytki, ale na początku były różne panie, w różnym wieku i różnych zawodów. Są dwie panie które są kuratorkami sądowymi. Przy tym dzierganiu i na spotkaniach odpoczywają od trudnych spraw. Grupa się wykruszała, zmieniała. Teraz jest osiem osób i ja. Ale jesteśmy otwarte, zapraszamy nieustannie, nawet tych co nie potrafią szydełkować.
M.J. A czy Ty potrafisz robić na szydełku ?
E.M. Ja nie potrafię rysować, nie zrobię muralu. W momencie kiedy rodziło się Bombardowanie włóczką nie potrafiłam nic. Żeby zacząć otworzyłam internet i z internetu, a nie od mamy, babci, cioci, zaczęłam się uczyć robić na szydełku. Były próby na zajęciach praktyczno
-technicznych, mama też próbowała mnie uczy ć, ale wtedy nie wyszło. Szydełko było w domu i mama robiła firanki.
M.J. Ale udało się dopiero teraz…?
E.M. Tak, nie poszłam na kurs, tylko próbowałam z internetu, począwszy od łańcuszka, i nauczyłam się. Zaczęłam od prostych kwadratów, bo będąc koordynatorką takiej inicjatywy chciałam być wiarygodna i poznać tę technikę.
M.J. Jak często się spotykacie ?
E.M. Spotykamy się co tydzień, na godzinę.
M.J. I wtedy szydełkujecie ?
E.M. Nie, wtedy rozmawiamy, omawiamy projekty, nad którymi aktualnie pracujemy. Panie szydełkują i robią na drutach w domu, np.
przy oglądaniu telewizji. Ja mogę szydełkować słuchając muzyki.
M.J. W jakich projektach uczestniczyłyście ?
E.M. to się odbywa tak, że albo same wychodzimy z inicjatywą na ubrania w szydełkowe ozdoby, albo ktoś się zgłasza do nas. Np. współpracujemy z Warsztatami Kultury i przygotowujemy realizacje na Noc Kultury. Konsultują czy to się da zrobić, czy nie – raz było drzewo w koronki, raz były ubrane schody w Zaułku Hartwigów, w tym roku był pomysł, żeby ubrać kamienną balustradę. Właściwie większość tych działań, to takie, że ktoś do nas przychodzi, ale mamy też własne pomysły, np. oplatamy słupki rowerowe, robimy mandale, pomysł który zaproponowały nam Warsztaty Kultury wymyśliłyśmy też akcję „Rzeka kwiatów” przy „ghost bike” przy galerii handlowej Vivo, w miejscu gdzie w wypadku komunikacyjnym zginęła rowerzystka. Wykonałyśmy „rzekę” z kwiatów zszytych razem, kolory przechodziły z jednego
w drugi, wyglądało to jak włóczkowa tęcza. Z tym pomysłem negocjowano jak można to rozwinąć, co z tego zrobić więcej. Ale procentowo
to wygląda tak, że na przestrzeni roku 2/3 instalacji „przychodzi” do nas, a 1/3 to oryginalne pomysły. Takie akcje od zera są często związane z akcjami charytatywnymi.
M.J. Jakieś przykłady…?
E.M. Np. zorganizowałyśmy zbiórkę funduszy na ratowanie zwierząt poszkodowanych w pożarach w Australii. Robimy też od 2-3 lat szaliki
i czapki, na akcję – przekaż „ ” „Wigilia Miłosierdzia’ (akcja Caritasu na Wigilię Miłosierdzia). Czasami się nawet zdarzało, że pisano z innych miast i panie mówiły, „jak nam dobrze pójdzie to dorobimy i dla was”. Współpracowałyśmy też ze szpitalem dziecięcym (Lubelski Szpital Dziecięcy, o. Hematologii Transplantologii Onkologii, Hematologii i Transplantologii Dziecięcej w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym
w Lublinie ) – to my wystąpiliśmy z propozycją. W szpitalu jest taras, na którym było zwykłe ogrodzenie, ubierałyśmy to ogrodzenie tematycznie przez 5 lat, bo te dzieci-pacjenci korzystają z tego tarasu. Zrobiłyśmy też tęczową rzekę kwiatów Ghost Bike przy Galerii Handlowej Vivo – przy jednym z wejść, gdzie zginęła rowerzystka. Generalnie były takie lata, że robiłyśmy 20 akcji rocznie, ubierałyśmy przystanki, autobusy.
M.J. A jakaś najciekawsza akcja ?
E.M. Może współpraca z Miejskim Przedsiębiorstwem Komunikacyjnym i Zarządem Transportu Miejskiego w Lublinie w 2019 i ubieranie wnętrza autobusu z okazji świąt Bożego Narodzenia w symbole bożonarodzeniowe i zimowe, łącznie z szopką. Ten autobus jeździł przez
3 tygodnie, najpierw po trasie mikołajkowej, a później na wybranych liniach To też nie było takie proste, bo najpierw trzeba było wszystko zwymiarować, przyszyć, zdjąć, ale ludzie byli zachwyceni.
M.J. A skąd bierzecie włóczkę ?
E.M. Czasami mamy jakieś środki, czasami ludzie przynoszą, czasami odbywają się akcje zbiórki. I nawet jak się nie przydadzą w danym momencie, to przydadzą się później
M.J. Czy same montujecie i zawieszacie swoje dzieła ?
E.M. Tak, oczywiście. Podwieszanie z dźwigu tylko na większe wydarzenia, i jak jest wysoko.
M.J. Czy ten czas związany z pandemią wpłynął na Waszą działalność ?
E.M. No tak, oczywiście. Od marca się nie spotykałyśmy pierwsze spotkanie było w końcu sierpnia. Trudniej jest coś zrealizować obecnie. Bo mówią, że w tych wyrobach są zarazki -a już wcześniej pojawiały się negatywne komentarze i krytyka.
M.J. A jak myślisz, co to dzierganie daje poza namacalnym konkretem ?
E.M. Panie z grupy lubią poczucie wspólnoty. Wiem też, że teraz kontaktują się także pomiędzy sobą poza grupą. Ale punktem wyjścia było dzierganie.
M.J. Co Was cieszy w tym działaniu ?
E.M. Panie najbardziej lubią jak jest finał, otwarcie, odsłonięcie, i zachwyt widzów, jak ludziom się podoba. Jak są chwalone, to je to buduje, chcą robić dalej. Nigdy nie mówią – „dlaczego my to znowu robimy ?” Robią, bo chcą, czują się potrzebne, działają, coś robią. . Jest w tym też „aktywizacja seniorów”, ponieważ jak wspomniałam – większość pań to emerytki.
M.J. Czy panie pokazują się oficjalnie ?
E.M. Oczywiście przychodzą na otwarcia, ale wolą zachować anonimowość. Cieszą się, że nie muszą być wymieniane z imienia i nazwiska. Nie chcą być na zdjęciach, a jeśli już to bez twarzy. A jeśli już to wystarczy, informacja tylko z imienia.
M.J. A co Tobie daje to dzierganie i te akcje ?
E.M. Robótki na pewno uspokajają. To jedyna moja działalność indywidualna, przeprowadzona od pomysłu do końca. Moja od zera. I to jest to co chcę robić jako ja. To jest mój mały wkład w miasto. Mała oddolna inicjatywa. To się zbiera w całość przeżycia.
M.J. Czy doceniasz, że jest to kobieca grupa ?
E.M. Doceniam, że jest to zgrana grupa, taka wspólnota. Nie ograniczam tego, naturalnie się stało, że są to same kobiety
M.J. Czujesz, że to ma sens ?
E.M. Nie zawsze. My sobie często mówimy, że wykonałyśmy „kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty”. Ale też cieszy mnie, że możemy zaistnieć, że piszą do mnie ludzie z Wrocławia, że widzieli w internecie i pytają czy pomogę założyć taką grupę.
M.J. Właśnie… Czy wiesz, że zostały założone takie grupy w innych miastach ?
E.M. Nie wiem czy dzięki nam, ale istnieją takie grupy. Doradzałam też np. w Warszawie Radzie Dzielnicy Mokotów, przy otwarciu Placu Bartoszewskiego. Tam był taka akcja – ubieramy drzewo w kolory flagi i zgłosiła się Pani z Urzędu Dzielnicy, że ma pomysł, ale nie wiedziała, jak ma to zrobić. To ruszyło, pomysł był zrealizowany, ale nie wiem co dalej. Jest grupa w Poznaniu. Nie mamy monopolu. Ja nie wymyśliłam prochu, ale nasze instalacje zawsze będą inne.
M.J. Czy w tej chwili można zobaczyć coś w Lublinie ?
E.M. Nie, bo robiliśmy zawsze coś maj-czerwiec, a w tym roku siedzieliśmy. Ale w drugiej połowie września – będzie Europejski Tydzień Zrównoważonego Transportu i będziemy dekorowały plac przy Bramie Krakowskiej.
M.J. Czyli przestój…?
E.M. W tym roku ściągałam te nasze ostatnie prace, bo my to wieszamy, ale my też ściągamy. Bo to nie może być takie brudne, podarte.
M.J. Czy zdarzają się jakieś niemiłe sytuacje ?
E.M. Jedna Pani sama zszywała słupki rowerowe i ktoś przyjechał i mówił, że mu się nie podoba, powiedział, że ma alergię. Następnego dnia pojechałam i już tego nie było, więc pewnie ten pan to zerwał.
M.J. Co chcesz osiągnąć tym działaniem ?
E.M. Chciałabym żeby to było takie ożywienie tkanki miejskiej, bo mamy miasta jakie mamy, szare i dużo samochodów. Teraz się pojawia mała architektura. Ale jeśli pojawia się kolor, to chodzi o to, żeby to zaskoczyło ludzi, żeby ich ucieszyło, że mamy tak ładnie w dzielnicy nawet jeśli to jest krótko- taka jest natura tych ingerencji. To jest ulotne, zawsze tylko w określonym czasie. To jest jako odskocznia
dla mieszkańców, że pojawiło się coś kolorowego. Coś może wisieć rok , ale potem jak się zniszczy – trzeba zdjąć.
M.J. A czy nie szkoda Wam tego, że to jest takie czasowe i że się niszczy, czy macie to już przerobione ?
E.M. Dużo z tych instalacji udaje się nam uratować – jeżeli coś wyblakło i nie można tego połączyć to traktujemy to jako „wypychacz”
do innych rzeczy i mówimy na to absolutnie nieprofesjonalnie „podobrazie”. To taki twórczy recycling. W biurze stoi 20 pudeł ze zdjętymi instalacjami: z Bożym Narodzeniem, Wielkanocą, kwiatami, ptaszkami itp. – jak przyjdzie okazja, to będzie wykorzystane. Ale są takie rzeczy z którymi nie da się nic zrobić. To co się da uratować, trzeba zacerować, uprać, to wszystko ratujemy i panie, zwłaszcza te starsze – mówią – „no gdzie będziesz wyrzucać, tu przyszyjesz, tu dorobisz”. One są bardzo świadome, że nie powinniśmy zaśmiecać.
M.J. Czy panie biorą udział w akcjach bezpłatnie ?
E.M. Wszystko co Panie robią jest totalnie bezpłatnie, a jeśli dostajemy jakieś środki, to przeznaczamy je na włóczkę.
M.J. Czy czuwasz nad projektami od strony artystycznej ?
E.M. Jeśli są projekty w których musi być spójna kolorystyka, to ustalamy, natomiast jaka ma być technika i wzory, to już panie same decydują. To co one proponują to ich dowolność. h To ich decyzje i pomysły. Są tabuny wzorów w internecie, ale one z tego nie korzystają.
M.J. A co dziergasz sama ?
E.M. Kiedyś zrobiłam opakowanie na tylne koła roweru, tam gdzie jest bagażnik, ale już się zniszczyło. Teraz robię zabawki dla mojej małej sąsiadki.
M.J. Życzę więc jak najwięcej bombardowań włóczką. Dziękuję bardzo za rozmowę.
Rozmowa miała miejsce w Lublinie 21 sierpnia 2020
Linki:
https://www.facebook.com/bombardowaniewloczka
https://spottedlublin.pl/lublin-kolorowe-dekoracje-z-wloczki-w-trolejbusie-na-liniach-151-i-158/
https://www.facebook.com/bombardowaniewloczka/videos/579914069510913
https://www.facebook.com/MiastoLublin/photos/pcb.2741684285894092/2741683095894211/